Każdego z nas prędzej czy później czeka przeprowadzka. Jeśli przeprowadzamy się często, zazwyczaj zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Ale nawet w takiej sytuacji zdarza nam się gromadzić nadmiar przedmiotów. Jeśli zmieniamy miejsce zamieszkania po wielu latach, przenosimy cały swój dobytek. Masa pamiątek, ubrań, w których już nie chodzimy, popsute przedmioty czekające od lat na naprawę, zabawki, którymi dzieci już od dawna się nie bawią, albo po prostu stare rzeczy, do których z jakiegoś powodu mamy sentyment. Przeprowadzka może być świetną okazją do remanentu.

Z jednej strony wydawałoby się, że pakowanie zajmuje mniej czasu, niż rozpakowanie. I jest to całkiem logiczne. Jednak warto poświęcić czas na pakowanie z głową. Co to znaczy? Nie chodzi tylko o opisanie pudeł, zabezpieczenie szkła, czy segregację, ale o przemyślenie, co tak naprawdę musimy zabrać. W końcu nowy dom to swoisty początek nowego życia. To dobra okazja, żeby zweryfikować, czy niektóre rzeczy nie powinny zostać w tym poprzednim. Warto to zrobić na etapie pakowania nie tylko ze względu na psychologiczną granicę między starym a nowym, ale też z czysto praktycznego punktu widzenia: mniej do zapakowania to mniej do przewiezienia, czasem może to znacznie zmniejszyć koszty, kiedy np. korzystamy z usługi firmy przeprowadzkowej, która cenę uzależnia od ilości lub wagi przewożonego bagażu. Czasem możemy też na tym zarobić. Można zrobić naprawdę wiele.

Ubrania, w których nie chodzimy, które są za duże lub za małe, można oddać znajomemu albo wystawić na portalu sprzedażowym. Choćby za grosze, ale nawet ubrania mogą wzbudzać sentyment, taka opcja jest korzystniejsza i przyjemniejsza, niż ich wyrzucenie.

Zniszczone ubrania można po prostu wyrzucić. Większości i tak nie naprawimy, ale i na to jest alternatywa: jeśli samemu nie robi się takich rzeczy, można oddać je komuś, kto zrobi z nich inny użytek: przerobi, użyje do innego celu. Każdy na pewno zna kogoś z zamiłowaniem do upcyklingu.

Koniecznie wyrzućmy zepsute przedmioty. Ich też nie naprawimy, jeśli nie stało się to do tej pory, a czy naprawdę do nowego domu chcemy przywieźć śmieci?

Zabawki czy książki również można sprzedać, ale można oddać je do domu dziecka lub dla potrzebujących. W internecie jest organizowanych wiele zbiórek dla ubogich rodzin, nie trzeba daleko szukać.

Koce, pościel, czy nawet niepotrzebne miski i talerze mogą się przydać w schronisku dla zwierząt.

To też dobra okazja do zweryfikowania innej istotnej rzeczy: termin przydatności. Dotyczy to nie tylko jedzenia, ale również chemii i kosmetyków. Ile niezużytych butelek jakiegoś płynu do mycia, kremu do opalania, do twarzy zalega w łazience? Trzeba pamiętać, że te rzeczy, oprócz daty przydatności wydrukowanej na opakowaniu mają też termin użyteczności od otwarcia. O ile płyn do podłóg może najwyżej zmienić swoją konsystencję albo nie rozpuszczać się odpowiednio, o tyle od przeterminowanego kosmetyku możemy dostać reakcji alergicznej, a nawet zakażenia. Pozbądźmy się takich rzeczy. Możemy też po prostu nie chcieć zabierać resztek jakichś detergentów. Można je po prostu zostawić dla nowych lokatorów, zwłaszcza w przypadku wynajmowanych mieszkań.

Generalnie warto trzymać się zasady, że jeśli czegoś nie użyło się w ciągu dwóch lat, nie użyje się tego więcej. Czy to ubrania, buty, czy niekompletna zastawa. Wiele z tych przedmiotów można szybko sprzedać, inne oddać na szczytny cel, część po prostu wyrzucić. Zostawiając za sobą te wszystkie rzeczy, będziemy mieć więcej miejsca w nowym mieszkaniu na gromadzenie nowych, bardziej przydatnych, ale też w głowie – na tworzenie nowych wspomnień.

Autor: Katarzyna Grochólska